Z plaży Morze Śródziemne to tylko tło. Z pokładu staje się całym dniem: miasto maleje za rufą, woda ciemnieje do granatu, a na pierwszym postoju kąpielowym skaczesz prosto z burty w błękit, jakiego nie podrobi żaden hotelowy basen.
Każdy odcinek wybrzeża pływa tu własnym rytmem. Side wypuszcza w morze pirackie galeony i statki rodzinne; za górami Green Canyon ukrywa szmaragdowy zalew między wapiennymi ścianami; z Adrasanu ruszają całodniowe rejsy na Suluadę — wyspę, którą wszyscy uparcie nazywają tureckimi Malediwami; Alanya i Kemer mają własne wybrzeże twierdz i grot.
Jesteśmy rodzinną firmą z tego wybrzeża i widać to w szczegółach: kierowcy naprawdę znajdują twój hotel, załoga liczy gości przed podniesieniem kotwicy, a ceny znaczą dokładnie to, co mówią — za osobę, w euro, płatne w dniu rejsu i ani minuty wcześniej.