To anty-wycieczka: bez piany, bez playlisty – tylko żyłki w wodzie i budzące się Morze Śródziemne. Z hotelu w Side wyjeżdża się wcześnie, dokładną godzinę odbioru potwierdzamy osobiście po rezerwacji: o pierwszym świetle ryby biorą najlepiej, a wschód słońca robi za darmową scenografię.
Na pokładzie płynie najwyżej dwanaście osób, więc każdy ma miejsce przy burcie i prawdziwą uwagę kapitana. Cały profesjonalny sprzęt, żyłki i świeża przynęta czekają na łodzi, a początkującym kapitan cierpliwie pokazuje, jak zakładać przynętę, zarzucać i holować. Od małych kolorowych rybek po cięższe niespodzianki – bez zdobyczy wraca mało kto.
Śniadanie na pokładzie jest uczciwie tureckie: ciepły simit i gorąca herbata, podane, gdy brzeg przesuwa się za rufą. Obiadu w programie nie ma – własne przekąski, jedzenie i zimne napoje możesz śmiało zabrać, a schłodzone napoje sprzedaje też mały barek pokładowy.